Juwenalia bez studentów?

Tegoroczne tarnowskie Juwenalia dobiegły końca. Impreza trwająca raptem cztery dni, w powszechnej opinii winna być prawdziwym świętem dla wszystkich studentów, a rok akademicki bez przypieczętowania go zabawą juwenaliową jest raczej nie do przyjęcia. Przynajmniej takim świętem być powinna, a tutaj niespodzianka i to wcale nie miła, bo tegoroczne Juwenalia były imprezą, na której studenci w dużej mierze po prostu się nie pokazali. Wydawać by się mogło, że skoro w Tarnowie funkcjonuje kilka uczelni wyższych, to na ulicach miasta w tym czasie aż roić się będzie od studentów obchodzących swoje święto, bo Juwenalia przecież bez wątpienia są imprezą studencką, ale, jak się okazuje nie w Tarnowie…

Co do samej organizacji zdania studentów są bardzo podzielone. Jedni uważają, że pozostawiała ona wiele do życzenia, inni, że organizatorom nie można nic zarzucić. Trudno opowiedzieć się po którejkolwiek stronie, bo jak to zazwyczaj w życiu bywa każdy swoje racje ma. Pierwszą kwestią, którą warto poruszyć jest brak tradycyjnego pochodu, w którym tarnowscy żacy mogliby w mniej lub bardziej ekstrawaganckich, zaskakujących, czy też zabawnych przebraniach, swobodnie przejść ulicami Tarnowa. Niestety, ta tradycja w naszym mieście zanikła już jakieś trzy lata temu. O tę kwestię zapytałam organizatorów tegorocznych tarnowskich Juwenaliów. Przedstawiciel Rady Uczelnianej Samorządu Studenckiego Grzegorz Sokołowski decyzję o tym, że w Tarnowie pochodu nie będzie tłumaczył tym, że kiedy był on zorganizowany w 2010 roku, swoją drogą po raz ostatni, to nie cieszył się zbyt dużym zainteresowaniem wśród studentów. Trudno się nie zgodzić z tą opinią, bo czymże jest pochód bez obecności na nim studentów? Spacerem kilku osób wzdłuż ul. Krakowskiej, jak ma to miejsce każdego dnia?

Kolejna kwestia to samo rozpoczęcie tarnowskich Juwenaliów. Na przegląd kabaretowy szczerze powiedziawszy szłam bez większego przekonania, jednak dałam się mile zaskoczyć. Po przekazaniu klucza do bram miasta Tarnowa przez Marię Zawadę - Bilik przewodniczącemu RUSS,  na deskach teatru pojawiły się takie kabarety jak „Kuku” i „Jesteś.My”, które chwilami doprowadzały widownię do łez, na szczęście były to łzy radości.

Drugi dzień, a raczej wieczór Juwenaliów upłynął pod znakiem piękna. Przynajmniej chyba takie miało być założenie tego przedsięwzięcia. Otóż pierwszy raz w historii PWSZ odbyły się wybory Miss Studentek. W Klubie 139 w Śmignie tłumnie stawili się głównie osobnicy płci męskiej, dokonując wyboru  najpiękniejszej studentki Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, którą ostatecznie została studentka pierwszego roku wzornictwa. Ponieważ  sama idea tego przedsięwzięcia jest dla mnie trochę niezrozumiała, o kryteria i sam koncept konkursu zapytałam Grzegorza Sokołowskiego, który przyznał, że pomysł ten jest zaczerpnięty z innych miast, gdzie takie konkursy Miss Studentek są organizowane i cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Jak się dowiedziałam przy wyborze Miss Jury kierowało się trzema kryteriami: wyglądem, tekstem otrzymanym w zgłoszeniu, w którym kandydatki pisały o sobie, oraz popularność na facebooku - uzupełnił przewodniczący RUSS-u. Najatrakcyjniejsze tego wieczoru wydawały się być jednak same nagrody dla finalistek, czyli m.in. kwoty pieniężne o różnych wysokościach w zależności od zdobytego tytułu, czy komplet biżuterii ufundowany przez jednego ze sponsorów.

Kolejnego dnia organizatorzy przewidzieli dla studentów kilka atrakcji. Najpierw studenci mogli zmierzyć się w zawodach laserowego paintballa w Laser Planet (os. Zielone), kolejno szaleć na torze kokardowym Daytona, a na koniec wybrać się na nocny maraton filmowy i obejrzeć projekcje filmów, które de facto niedawno zeszły z kinowych afiszy. Jak widać tego dnia atrakcji dla studentów nie zabrakło, jednak zabrakło samych studentów. Choć zapisy zarówno na paintballa, jak i na kokardy kończyły się dwa dni wcześniej, to jeszcze w dniu imprezy były wolne miejsca wolne - mówił Kuba, student PWSZ. Podobne zjawisko mogłam zaobserwować w auli PWSZ, gdzie na projekcje filmowe przybyło znacznie mniej chętnych, niż się można było spodziewać, sala wypełniona była ledwie w połowie. Poza tym studenci  wchodzili i wychodzili w trakcie wyświetlania filmów, zachowywali się głośno, co zdecydowanie przeszkadzało tym, którzy jednak filmami zainteresowani byli.

Ostatni dzień Juwenaliów przez studentów był tym chyba najbardziej wyczekiwanym. Na stadionie KS Błękitni można było nie tylko posłuchać, ale i zobaczyć takie zespoły jak „Sayes”, „Hutr”, czy „Grubson”, którym supportowały zespoły „Trzymaj fason” i „Uwaga na jeża”. Pierwszy z nich, „Trzymaj fason” z bliżej nieokreślonych powodów został zdjęty ze sceny po dwóch pierwszych piosenkach – czy padła organizacja w koncertowym kalendarzu organizatorów, czy raczej przeszkodziła ilość użytych w tak krótkim czasie wulgaryzmów przez zespół, tego nie wiadomo. Tak czy inaczej „Trzymaj fason” na scenie pojawił się raz jeszcze jako support gwiazdy wieczoru Grubsona. W ich miejsce pojawił się inny rockowy zespół z wokalistką na czele „Uwaga na jeże”, który przeniósł nas w klimaty starego, dobrego rocka, między innymi za sprawą coverów zespołów takich jak U2, czy 4 Non Blondes. Muzycy zaprezentowali także piosenki własnego autorstwa. Usłyszeliśmy m.in. takie utwory jak: „Zatrzymaj czas”, „Droga”, czy „Perswazja”. Trzeba przyznać, że choć zespół pochodzi z Tarnowa, ja osobiście słyszałam o nich pierwszy raz ale mam nadzieję, że nie ostatni.

Kolejni na scenie pojawili się półfinaliści znanego telewizyjnego show „Must be the music”, zespół  mocno zakorzeniony w naszym mieście, tarnowski debiut roku, jak zapowiedział jeden z organizatorów koncertu, czyli grupa „Sayes”. Trzem bardzo młodym chłopakom grających rocka alternatywnego udało się skupiać całkiem sporą widownię pod sceną. Jednak to za sprawą następnego wykonawcy prawdziwy  tłum fanów zgromadził się pod bandą oddzielającej publiczność od wykonawców. Mowa tutaj o kapeli „Hurt”, czyli nic mniej nic więcej jak „Załoga G”, którą to zespół rozpoczął i zakończył swój występ. Oprócz takich piosenek jak „Nowy początek”, czy wspomniana wcześniej „Załoga G” zespół wykonał wiele utworów ze swojej najnowszej płyty, która nosi taką samą nazwę, jak i sam zespół, czyli po prostu „Hurt”. 

Jako ostatni, i chyba najbardziej wyczekiwany przez znaczną część publiczności, na scenie pojawił się polski raper Grubson. Choć osobiście na temat rapu wypowiadać się nie będę, bo kolokwialnie mówiąc, to nie moja bajka, to można było zauważyć duże zainteresowanie wśród publiczności tymże artystą. I tutaj po raz kolejny celowo używam określenia „publiczność’, a nie studenci, gdyż z przykrością muszę stwierdzić, że średnia wieku podczas całego koncertu była o wiele poniżej tego, który ma w dowodzie przeciętny student rozpoczynający swoją edukację na uczelni wyższej. Studentów zabrakło także na tarnowskim rynku po zakończeniu koncertów.

W  tym miejscu aż ciśnie się na usta pytanie, gdzie podziali się wszyscy studenci? W rozmowie z tymi, którzy w Tarnowie pozostali wywnioskowałam, że po prostu rozjechali się do domów, bądź na Juwenalia do innych miast, wychodząc z założenia, że w Tarnowie „nic się nie dzieje”. Czy rzeczywiście jest tak, że nic się nie dzieje? Czy naprawdę musimy być świadkami aktów wandalizmu, pijaństwa, czy agresji, jak miało to miejsce podczas tegorocznych krakowskich Juwenaliów, gdzie pijany student poważnie ranił nożem przypadkowo napotkane osoby, żeby stwierdzić, że coś się jednak w tym Tarnowie dzieje? Nie sądzę. Okazuje się, że nawet niektórzy studenci z Krakowa przyjeżdżają na Juwenalia do Tarnowa właśnie, gdyż, jak mówi Daniel – student Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, panuje tutaj zupełnie inna atmosfera, nastrój dobrej zabawy, takiej, którą się później pamięta.

Wygodnie jest narzekać na organizację, kiedy nie chce się korzystać z tego, co uczelnia oferuje. Tytułem wyjaśnienia trzeba dodać, że Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Tarnowie była wyłącznym organizatorem tegorocznych Juwenaliów, tak więc bardziej niż na samych organizatorów ponarzekajmy na tych, którzy tej organizacji kompletnie podjąć się nie chcieli. I niestety na tych, którzy z samych Juwenaliów ostatecznie zrezygnowali – bo to przecież nikt inny jak sami studenci tworzą tę kulturę i bez nich juwenaliowa rzeczywistość przerodzi się w niedzielny piknik rodzinny, niewiele mający wspólnego z samym zamysłem studenckiej imprezy.

Jolanta Frączek

 

 

 

 tarnowski kurier kulturalny   tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny     tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny