Moja Marilyn

 

To tytuł kolejnej odsłony cieszącego się dużym uznaniem publiczności cyklu „…za horyzont domu”, jaka miała miejsce w piątek 21 czerwca na Scenie na Antresoli w Centrum Sztuki Mościce. Tym razem gośćmi spotkania byli Arkadiusz Badziński – podróżnik, pedagog i wielki fan Marilyn Monroe i aktorka Ewelina Niewiadomska, która zaprezentowała monodram Crisa Henry'ego zatytułowany „To moja Marilyn Monroe". Przy krypcie, w której pochowana jest bogini ustawiają się setki fanów, chcących zrobić sobie zdjęcie. Pamięć o niej trwa, przekształcona w prawdziwy kult. Płyta licowa pełna jest odcisków po szmince, jako symboli uwielbienia dla aktorki, wszakże tylko 15 centymetrowa warstwa betonu dzieli żyjących od zabalsamowanej Marilyn złożonej w hermetycznej trumnie z mosiądzu, wyściełanej aksamitem w kolorze szampana. Gwiazda nie żyje, ale jej mit trwa do dziś. W ponad 50 lat od jej śmierci nie znalazła się żadna aktorka, która zajęłaby jej miejsce. To ironia, że ktoś, kto żył w blasku fleszy odszedł tak w tajemniczych okolicznościach - do dziś nie wiadomo, co tak naprawdę stało się tej feralnej soboty 4 sierpnia 1962 roku. 

 

Arkadiusz Badziński - anglista, tłumacz przysięgły symultaniczno-konsekutywny o specjalności medyczno-prawniczej; nauczyciel akademicki Uniwersytetu Śląskiego oraz Śląskiego Uniwersytetu Medycznego; członek specjalny Polskiego Towarzystwa Tłumaczy Przysięgłych i Specjalistycznych TEPIS; autor naukowych opracowań z leksykografii oraz idiomatyki (największy w Polsce Słownik czasowników frazowych oraz pierwszy w Polsce Medyczny Słownik Kolokacji). Prywatne: zapalony podróżnik, zafascynowany psychologią oraz najnowszymi osiągnięciami nad możliwościami umysłu oraz podświadomością; wielki fan Marilyn Monroe; w 2010 i 2012 roku udało mu się zrealizować jedno z największych marzeń - zwiedzić USA śladami Marilyn - od Wschodniego po Zachodnie Wybrzeże, wraz z Kanadą i Meksykiem, po kolei odwiedzając miejsca, w których była aktorka. Materiały zebrane podczas tych podróży stanowią obecnie tło biografii aktorki, nad którą pracuje.

„Moja podróż śladami Marilyn zaczęła się od Nowego Jorku, gdzie udało mi się odwiedzić Actors' Studio Lee Strasberga, gdzie Marilyn uczyła się gry aktorskiej oraz Medison Square Garden, w którym śpiewała Prezydentowi Kennedy'emu Happy Birthday. Dodatkowo, na Lexington Avenue, wciąż roi się od turystów, którzy chcą zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie, w miejscu, gdzie Marilyn nakręciła swoją słynną scenę z sukienką ze Słomianego Wdowca. Na Manhattanie znajduje się też apartament, gdzie kręcone były sceny do tegoż filmu. Udało mi się także iść śladami Marilyn zupełnie prywatnie, kiedy to wybrała się ze swym ówczesnym mężem Arthurem Millerem na zakupy na Manhattanie, odwiedzając Tiffany'ego oraz słynną fontannę w sercu Nowego Jorku.

Kolejnym etapem była Kanada, gdzie Marilyn kręciła Niagarę, swój pierwszy wielki hit, z 1953 roku. Wieża z kurantem stoi po stronie kanadyjskiej po dziś dzień, choć nie ma już dziś domku, w którym toczyła się akcja filmu. Jego miejsce zajęły hotele i parkingi dla turystów. Hotel, w którym mieszkała dziś nosi nazwę Sheraton.

Meksyk, a ściślej Tihuana, to kolejny punkt podróży, szczególnie istotny z racji faktu, iż Marilyn często robiła tam zakupy do swego nowego domu w Brentwood. Nawet dziś, ponad 50 lat po śmierci artystki wciąż widać, iż Meksyk o niej pamięta - niemal na co drugim stoisku z pamiątkami dla turystów widnieją jej portrety, zdjęcia w wysokiej rozdzielczości lub małe figurki. Tihuana była częstym miejscem wypadów Marilyn, po meble, rzeczy osobiste, a także jak się niedawno okazało, to właśnie tutaj Marilyn rozmawiała na temat adopcji meksykańskiego dziecka.

Los Angeles pełne jest pamiątek związanych z Marilyn. Tutaj mit aktorki jest wszechobecny. Na każdym rogu widnieje jej podobizna. Przed wejściem do gabinetu figur woskowych jest tylko jedna figura, która zachęca turystów i tą figurą jest właśnie jej postać.

W Hollywood przy Chińskim Teatrze trudno swobodnie zrobić sobie zdjęcie przy odciskach stóp i rąk Marilyn w betonie na dziedzińcu. Kolejka chętnych nie ma końca, a jej płyta z cementu ma inny kolor od wszystkich pozostałych - jako najczęściej dotykana i czyszczona straciła już swój oryginalny szary kolor - zmieniając się w jasnobrązowy. Spekuluje się, iż najprawdopodobniej będzie oddzielona od innych, gdyż zedrze się jej warstwa wierzchnia i będzie można ją podziwiać jedynie z odległości.

Hollywood Museum postanowiło uczcić w wyjątkowy sposób 50. rocznicę śmierci Marilyn. Wystawa związanych z nią rzeczy, prywatnych notatek, listów obejmuje kilkaset przedmiotów, a każdy z nich jest wyjątkowy na swój sposób - autograf aktorki złożony na zamówieniu na kilka godzin przed śmiercią, jej osobiste przybory do makijażu, garderoba, również ta, w której pojawiła się na kilka dni przed swoją śmiercią, czy w końcu szklanki, kafelki z jej domu w Brentowood oraz komoda, która stała w jej sypialni w chwili jej śmierci. Będąc tam ma odnosi się dziwne wrażenie, jakby człowiek przeniósł się do innej epoki - tak olbrzymi jest magnetyzm tych przedmiotów.

Podobne wrażenie odnosi się w Brentwood, wybitnie ekskluzywnej dzielnicy Los Angeles, w której Marilyn zakupiła swój dom, w którym nota bene została znaleziona martwa. Wielki mur oddziela rezydencję, tak aby nie można było nawet zobaczyć dziedzińca. Mając jednak ogromne szczęście udało mi się wejść na teren posiadłości, zrobić unikalne zdjęcia, również pokoju, w którym zmarła aktorka. Nie muszę jednak dodawać, iż nie spotkało się to z przyjaznym odbiorem ze strony obecnego właściciela.

Cmentarz Westwood Village to ostatni punkt podróży - a także jej kulminacja, na nim bowiem odbywały się uroczystości pogrzebowe Marilyn 51 lat temu i na nim, 5 sierpnia 2012 roku odbył się zlot fanów. Ten normalnie zaciszny cmentarz tętnił życiem, obecne były setki fotoreporterów, przybyli goście z różnych części świata, włączając Johna Gilmore'a, który znał Marilyn i z którym osobiście miałem okazję porozmawiać, syna Miltona Greena, Joshuę, z którym udało mi się pokonwersować nieco dłużej. Najbardziej jednak wzruszyło mnie spotkanie z samym Georgem Barrisem, który pomimo swego wieku pojawił się, by opowiedzieć swoją historię - to on po raz ostatni sfotografował Marilyn i rozmawiał z nią w ostatnim tygodniu jej życia.

Będąc na cmentarzu ma się mieszane uczucia - pojawia się radość z faktu, iż jest to miejsce wyjątkowe dla każdego fana Marilyn. Z drugiej jednak strony, jest też nostalgia nad tak tragicznie przerwaną karierą i życiem. Radość i smutek towarzyszą temu niezwykłemu przeżyciu, zresztą jak wszystko inne, co łączy się z samą aktorką...”

Ewelina Niewiadowska - aktorka, choreograf, instruktorka i reżyserka teatralna. Urodziła się w 1980 r. Jest absolwentką Policealnego Studium Aktorskiego przy Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie (specjalizacja: aktorstwo dramatyczne) oraz Państwowego Pomaturalnego Studium Animatorów Kultury w Ciechanowie (specjalizacja: instruktor teatralny). Grała na scenie Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie, współpracowała z Wrocławskim Teatrem Lalek.

Przez pięć lat była aktorką Teatru Arka we Wrocławiu, gdzie wystąpiła w kilkunastu spektaklach (m.in. Lady Makbet w „Makbecie" w reż. Renaty Jasińskiej. Współpracuje z grupą teatralną TE-O-KA („Opata" w reż. Jarosława Paczkowskiego), jest współzałożycielką i reżyserką spektakli teatru Niebieski Kwiat („Magiczne przygody kotki Czi") oraz założycielką i reżyserką spektakli Teatru Ruchu i Pantomimy Imaginacje.

„To moja Marilyn Monroe" jest pierwszym monodramem Eweliny Niewiadowskiej.

Tytuł „To moja Marilyn Monroe" sugeruje, że to jest czyjś prywatny obraz ikony popkultury. Jak się jednak okazuje bohaterką monodramu jest bardzo przeciętna aktorka, która ma kłopoty z własnym życiem i opowiada nam swoją, na pozór dość banalną, historię. A tytułowa Marilyn Monroe jest gdzieś obecna w naszej świadomości, ale zdecydowanie dalej, gdzieś na trzecim planie. Bohaterka spektaklu to aktorka. Nie jakaś wyjątkowa, zwykła, która nie zrobiła kariery i zwątpiła w sens uprawiania tego zawodu. Jej więź z legendą amerykańskiego i światowego kina nie polega na jakichś artystycznych odniesieniach.
Zdaniem bohaterki tego monodramu z Marilyn Monroe łączy ją podobieństwo życiorysów. Obie panie miały okropne dzieciństwo, a potem nie specjalnie im się wiodło w kontaktach z mężczyznami. Co tu kryć, mimo bardzo licznych prób obu - było, nie było - artystek. Ta opowieść jest rwana, pełna dygresji, niedopowiedzeń, tęsknot, samotności i najróżniejszych odcieni emocji.  Nie wiemy do końca, kiedy bohaterka monodramu, której ani życie, ani teatralna kariera nie poukładały się najlepiej, z nami jest rzeczywiście szczera, a kiedy zmyśla i kłamie. Bez wątpienia chce nas sobą uwieść i zainteresować. Chce, byśmy nie myśleli, że jest taką kiepską aktorką, jak o sobie mówi. Cały czas prowadzi z nami tę dość przewrotną grę. Grę, której finał jest dość zaskakujący.

Prapremiera spektaklu odbyła się w Nuovo Teatro delle Commedie podczas Dni Kultury Polskiej w Livorno we Włoszech 13 kwietnia 2012. Polska publiczność zobaczyła po raz pierwszy monodram w maju na scenie PWST we Wrocławiu. Spektakl grany był również na 41. Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Jednego Aktora OFTJA.

Ryszard Zaprzałka (Źródło: materiały organizatorów)

Foto ze zbiorów Arkadiusza Badzińskiego oraz CSM

 

 tarnowski kurier kulturalny   tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny     tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny