Pałowanie na placu Kazimierza, czyli 45 lat temu w Tarnowie.

Wydarzenia marca 1968 roku nie przeszły bez echa i u nas. A zaczęło się od „Dziadów”...

Prasa kłamie!, Wiesław kłamie! – skandował tłum szczelnie zapełniający plac Kazimierza w Tarnowie.„ Precz z milicją!” wybrzmiewało raz po raz, choć rzeszę ludzi obiegła informacja, że lada chwila na miejsce manifestacji przybyć mają oddziały ZOMO, uzbrojone w pałki i gaz łzawiący. Ludzie, dzierżąc w dłoniach egzemplarze „Trybuny Ludu”, ruszyli w kierunku tarnowskiej siedziby Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, gdzie nienawistną gazetę wraz z kopiami PRL-owskiej konstytucji palono… Kiedyw1967 roku na deskach Teatru Narodowego w Warszawie Kazimierz Dejmek wystawił premierę mickiewiczowskich „Dziadów”, nikt jeszcze nie przypuszczał, że sztuka teatralna może stać się zarzewiem ogólnonarodowego poruszenia. Nie tyle sama sztuka, co fakt jej zdjęcia z afisza. Patrząc z perspektywy, można dziś powiedzieć, że komunistyczne władze „przedobrzyły” – spektakl, jeśli nawet byłby nadal grany, obejrzałaby ograniczona liczba osób. Nakaz natychmiastowego zaprzestania grania dejmkowskich „Dziadów”, doprowadził do tego, że o zdarzeniu, o spektaklu i o jego antyrosyjskiej wymowie, dowiedziała się cała Polska.

Jakkolwiek Witold Gombrowicz szydził z bezwarunkowego i bezmyślnego uwielbienia dla naszych narodowych wieszczów, nie będziemy się spierać co do talentu Adama Mickiewicza. Podobnie pominiemy kwestię doskonałego aktorstwa w wykonaniu Gustawa Holoubka. Fakt faktem, że reżyser Kazimierz Dejmek, biorąc na warsztat dzieło wieszcza i angażując do głównej roli Holoubka, stworzył pamiętny spektakl, który dodatkowo czasy i okoliczności wyniosły do miana legendarnego. Wystraszone władze zaś także dołożyły swoje–praktycznie natychmiast po wyjściu na jaw brutalnej cenzury, blokującej całkowicie pokazy spektaklu, rozpoczęły się protesty. Ich ogniska rozgorzały początkowo głównie w środowiskach artystycznych i studenckich. Po ostatnim pokazie spektaklu warszawscy studenci w akcie protestu przemaszerowali ulicami stolicy pod pomnik Adama Mickiewicza. Wkrótce demonstracje wybuchły w całym kraju, obejmując studentów Łodzi, Krakowa, Wrocławia, Poznania, Lublina, Gdańska, Torunia, Katowic i Gliwic…

Tarnów, niewielkie miasto, leżące na uboczu i pozbawione wówczas ośrodków akademickich, zupełnie niespodziewanie stał się areną podobnych wydarzeń, co dla tutejszych władz było sporym zaskoczeniem. Właśnie planowano zarządzić oficjalne wystąpienie przodujących robotników, stanowczo potępiające zajścia w dużych miastach Polski, kiedy okazało się, że dziwnym trafem, „zajścia” są na miejscu –  w mieście nad Białą. Nie wiadomo jak wyglądałoby zaangażowanie tarnowian w zajścia marcowe, gdyby nie ulotki. Przygotował je Jerzy Barczyński. – 13 marca1968 roku, z okien  autobusu na przystanku przy placu Sobieskiego, rozrzuciłem ulotki nawołujące mieszkańców Tarnowa do udziału w demonstracji i poparcia żądań młodzieży akademickiej.

W rozrzucaniu ulotek po Tarnowie pomagały mi jeszcze dwie osoby – wspomina Barczyński. Zainteresowanie przechodniów treścią ulotek było dość duże. Demonstracji, która miała się odbyć za kilka dni, przyświecało hasło: młodzież szkolna i robotnicza Tarnowa popiera studentów. 20 marca doszło w Tarnowie do największej demonstracji. Marsz miał rozpocząć się i zakończyć u stóp popiersia Adama Mickiewicza na placu Kazimierza Wielkiego w samym sercu miasta. Ile zgromadziło się osób, tego dokładnie nie wiadomo. Było ich jednak z pewnością kilkaset, uczestnicy zgromadzenia mówią nawet o półtora tysiącu uczestników.

Władze, aby utrudnić, albo przynajmniej pokrzyżować plany manifestantów, posuwały się do absurdów – tego dnia nakazano zamknięcie wszystkich kwiaciarni, jako że pojawiły się przecieki, że ludzie będą chcieli złożyć wiązankę pod pomnikiem wieszcza… Mickiewiczowi młodzi ludzie postanowili również zawiązać oczy przepaską, by wieszcz nie musiał patrzeć na głupotę władz. Chociaż z drugiej strony – może miał być to symboliczny protest przeciwko coraz bardziej panoszącej się cenzurze?

Atmosfera zaczęła „gęstnieć”, a naprawdę „gorąco” zrobiło się, kiedy na plac Kazimierza wtargnęła milicyjna nyska. Milicjanci z samochodu wzywali tłum do rozejścia się. Ich nawoływanie spotkało się z głośnymi gwizdami. Tarnowska milicja nie kwapiła się z siłowym rozpędzaniem demonstracji, widocznie dowódcy uzmysłowili sobie, że będzie problem z opanowaniem sytuacji. A poza tym nie wierzyli, że coś takiego może wydarzyć się w Tarnowie. A jednak...! Demonstranci nie zamierzali rezygnować z przejścia zaplanowaną trasą: komitet PZPR przy Wałowej, Dom Studenta, ulica Mościckiego (wtedy Dzierżyńskiego), Krakowska i powrót na plac Kazimierza.

Warto podkreślić, że protesty miały szerszy wymiar – oprócz poparcia studentów i żądania uwolnienia aresztowanych, pamiętano o przemianach zachodzących wówczas w Czechosłowacji. Popierano Dubceka dążącego do zrealizowania liberalnych reform. Kilka miesięcy później wojska Układu Warszawskiego, w tym polscy żołnierze, wzięły udział w inwazji na południowego sąsiada.

Sytuacja była na tyle poważna, że sprowadzone zostały posiłki z Krakowa. Świeże siły milicji zaatakowały demonstrantów w okolicy ulicy Mościckiego, rozbijając marsz na mniejsze, łatwiejsze do pacyfikacji, grupy. Na powracających w kierunku centrum miasta demonstrantów czekały już przygotowane oddziały. Główne siły miały skupić się na Krakowskiej i Lwowskiej, biorąc maszerujących „w dwa ognie”. Jerzy Barczyński wspomina: „na Lwowskiej leciały na milicjantów różne przedmioty, m. in. doniczki z kwiatami. Z Burku chciałem się przedostać na plac Kazimierza. Niestety, był już obstawiony przez milicję. Znajdowało się na nim ok.200 osób. Tam zaczęło się „pałowanie”. Na ulicy Krakowskiej wzniesiono z ławek barykady. Po ulicach jeździły karetki pogotowia. Uczestnicy tarnowskiego marca 1968 krzyczeli na milicję: ,,gestapo!”. Relacje uczestników marszu z 20 marca1968 roku potwierdzają, że zachowanie milicji było brutalne. Kiedy marsz był rozbijany i protestujący rozproszeni na sporym obszarze ulic miasta, pozostawało szukać schronienia: w podwórkach, bramach, prywatnych mieszkaniach. Wielu osobom udało się ukryć dzięki życzliwości mieszkańców kamienic, którzy wpuszczali młodych ludzi do swoich domów. Milicja nie zamierzała puścić płazem „zamieszek”. Szukano winnego. Jerzego Barczyńskiego aresztowano dopiero w październiku. Karę więzienia odbywał w Tarnowie i w Krakowie. Jeszcze kolejnego dnia, 21 marca1968 roku, pod pomnikiem Adama Mickiewicza zebrało się kilkaset osób, znacznie mniej niż dnia poprzedniego.

W wyniku zdarzeń tarnowskiego „marca”, zatrzymano kilkadziesiąt osób – pod zarzutem niszczenia mienia społecznego i czynnej napaści na funkcjonariuszy MO.

Agata Żak (Gazeta Krakowska)

 
 

 tarnowski kurier kulturalny   tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny     tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny