nr 103

 
 

 

 
 
 
 
Krwawe łowy morderczego tercetu kochanków
 

Maksymilian Fiksa nawet nie zwrócił uwagi, gdy do mieszkania przy ulicy Klikowskiej wtargnęli policjanci. Aż do obezwładnienia siedział na swojej ofierze i dźgał jej pierś okrągłym pilnikiem ślusarskim. Śledczy długo zachodzili w głowę, co też musiało się stać, że ten z pozoru spokojny człowiek, dopuszczał się krwawych zbrodni. Po kilku przesłuchaniach zrozumieli... Fiksa czynił zło z powodu nieszczęśliwej miłości. Dwa lata wcześniej Fiksa wyjechał na saksy w poszukiwaniu chleba i tam poznał dwie piękne panny, które były bliźniaczymi siostrami i trudniły się krawiectwem, a po godzinach ukrytą prostytucją. Fiksa stał się w pewnym momencie klientem sióstr i popadł w stan gorącego uczucia do obydwu pań jednocześnie. Tłumaczył to tym, że właściwie trudno mu było je odróżnić, a swawolili bez skrępowania we troje. Po kilku miesiącach znajomości cała trójka postanowiła wykorzystać siłę fizyczną Fiksy i urodę bliźniaczek w celu bardziej praktycznym, czyli w zdobywaniu pieniędzy. Mechanizm był prosty. Panie zwabiały do swojej kwatery mężczyzn, a Fiksa po uprzednim upiciu klienta okradał i wynosił delikwenta na ulicę. Przedsiębiorstwo prosperowało całkiem nieźle, aż któregoś dnia okradli syna miejscowego policjanta i musieli uciekać.

 

Powrócili do rodzinnego Rzeszowa Fiksy, ale tam nie dawała im spokoju jego żona i dzieci. Wobec takich trudności przenieśli swój zbrodniczy interes do Tarnowa, gdzie wynajęli mieszkanie przy ulicy Klikowskiej. Początkowo Fiksa chciał się gdzieś zatrudnić, ale stanowczy sprzeciw bliźniaczek udaremnił biedakowi krok ku uczciwemu życiu. W tym czasie był już zupełnie osaczony przez podstępne siostry i nie miał nic do powiedzenia.

Bliźniaczki wymusiły na Fiksie, by ten bardziej skutecznie zadbał o bezpieczeństwo interesu i zapobiegał wpadce przez pozbawianie życia okradanych mężczyzn. Zdesperowany kochaś przystał na taką propozycję i przystąpili do dzieła.

Pierwszą ofiarą był samotnie przechadzający się po Krakowskiej pan w meloniku, który na propozycję udania się z bliźniaczkami do ich łóżka cmoknął z zachwytu i poszedł z nimi pod rękę po własną śmierć. Po lekkim upiciu jegomościa z szafy wyszedł Fiksa i bez słowa trzepnął klienta siekierą w ciemię. Potem zakłuł go dla pewności pilnikiem. Po dokonaniu zbrodni, późną nocą, Fiksa wyniósł ciało na teren niedalekiego sadu i zakopał pod gruszą.

Drugim zamordowanym miał być syn świniobójcy z Pawęzowa, ale Fiksa w tym przypadku nie użył pilnika i zaniósł nieprzytomnego młodzieńca na chyszowskie pola i tam zostawił. Nie przeczuwał, że ofiara w końcu się ocknie i popędzi na policję.

Zanim policjanci zwołali odpowiednią ekipę do złapania szajki, w domu bliźniaczek zagościł następny miłośnik kobiecego ciała w wydaniu podwójnym. Niestety, policja nie zdążyła na czas i kolejna zbrodnia się dokonała. Po wyłamaniu drzwi ukazał się przerażający obraz. Na leżącym pośrodku izby mężczyźnie siedział Fiksa i dźgał jego pierś pilnikiem.

I on, i siostry trafili do więzienia, gdzie oczekiwali na najsurowszy wyrok.

(za "Pogoń" - MBP w Tarnowie)

Jerzy Reuter 

 

 

 tarnowski kurier kulturalny   tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny     tarnowski kurier kulturalny    tarnowski kurier kulturalny